07.02.2014

04. Courage is a peculiar kind of fear...

Widzę, że patrzysz
Jakbyś chciała zabić
Oczekujesz, że zacznę uciekać
Jednak ja nadal stoję
-
Hyopnogaja - Scorned


~*~

 Podczas tej przechadzki mijałam wielu pracowników i egzorcystów. Wszyscy przyglądali mi się bardzo uważnie. Nie lubię spojrzeń obcych ludzi, ale wraz z moją mocą otrzymałam sławę, której nigdy nie chciałam.
Na stołówce zaczęła się zbierać niewielka grupka. No tak, wszyscy czekają na słynne potrawy Jaxa. Sama nie wiem, dlaczego ten podstarzały mężczyzna jest dla mnie taki wyjątkowy, ale jako jeden z nielicznych potrafi poprawić mi humor. Siedział w okienku i wydawał naczynia przybyłym. Pomachałam mu i podeszłam do wielkiego stołu pełnego deserów. Chwilkę pokręciłam ręką nad blatem i wzięłam kawałek piernika z jagodami. Usiadłam przy mały stoliku w kącie sali i o niczym nie myśląc, zaczęłam powoli delektować się smakiem ciasta. Szum i wesołe rozmowy w połączeniu z hukiem talerzy sprawiały, że czułam się jak na zwyczajnej stołówce. Takiej, z której korzystają normalni ludzie. Gdyby nie te krótkie chwile, sprawiające wrażenie  typowej codzienności, już dawno bym stąd uciekła. W sumie… dlaczego jeszcze tego nie zrobiłam? Miałam tak wiele okazji... Uriel zaakceptowałby mój wybór, a kościół uznałby mnie za zmarłą lub za zdrajczynię. Czasami czuję się jak ptak zamknięty w złotej klatce, po czym uświadamiam sobie, że gdybym uciekła, skazałabym innych na mój los.
 Około godziny osiemnastej zaczęły się przygotowania do misji. Odniosłam pusty już talerz po pierniku, obdarowałam sympatycznym uśmiechem Jaxa i wyszłam z pomieszczenia, kierując się prosto do holu - miejsca rozpoczynającego każdą misję. Przypominało ono wielką poczekalnię lotniskową. Oprócz mnie znajdował się tam Josh i kilku pomocników. Podeszłam do niego, jednak ten spojrzał na mnie pogardliwie. Po chwili zaczął rozmowę z Marie, która podała mu plecak z ekwipunkiem, długi, czarny płaszcz i zawiniętą w ciemny materiał szpadę. Podeszłam bliżej z wesołą miną.
- Witaj Marie. - Podałam rękę kobiecie, która delikatnie ją uścisnęła. - Czy mój miecz jest gotowy?
- Oczywiście Holie, proszę. - Podała mi ciemnoczerwony, skórzany pokrowiec zdobiony złotymi runami. Przerzuciłam go przez ramię. - Tutaj masz wszystkie potrzebne przedmioty. - Wskazała na przygotowany plecak. Obok niego leżała czarna, zwiewna peleryna z kapturem. Ubrałam ją.
- Dziękuję, Marie! - Ucieszyłam się i podeszłam do Josha, który stał obok kamiennego kręgu na końcu sali. Kątem oka spostrzegłam, że pozostałe osoby opuściły pomieszczenie.
Zielonowłosy spojrzał na mnie swoim chłodnym wzrokiem.
- Gotowa? - Zapytał. Kiwnęłam jedynie głową. Chłopak przyklęknął i zaczął kreślić dłonią kilka okręgów. Chwilę potem poczułam delikatny podmuch wiatru. Nad jego głową zaczął unosić się niewielki, fioletowo-złoty promień. Przybył jego opiekun. Ściągnęłam kaptur, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam wyznaczać przed sobą linie pentagramu. Gdy skończyłam, małe iskierki zaczęły wirować wokół mnie. Nagle z niewielkiego obłoczka płomieni pojawił się Uriel. Josh złapał mnie za rękę i pociągnął bliżej.
- Co robisz?! - Wrzasnęłam. Jaki prawem on mnie dotyka?! 
- Cisza. - Powiedział spokojnie. Wyjął szablę z pochwy zawieszonej przy pasku i wzniósł ją do góry. Zaczął recytować nieznaną mi modlitwę. Wraz z kolejnymi słowami, wokół nas zaczęły pojawiać się białe kręgi. Uriel i Kamael wznieśli się nad nasze głowy, wykonali kilka obrotów po czym zniknęli w oślepiającym świetle. Zamknęłam oczy i poczułam, jak moje włosy i ubranie delikatnie unoszą się i wirują. Ciągle czułam uścisk chłopaka na swojej ręce. 
Gdy tylko oślepiający blask zniknął, spostrzegłam, że znajdujemy się na pustej uliczce, gdzieś na obrzeżach miasta. Po jakimś czasie moje oczy przyzwyczaiły się do panującego półmroku. 
- Jesteśmy. - Oznajmił. 
- Doskonale, a teraz puszczaj! - Wyswobodziłam rękę i rozglądnęłam się wokół. Oprócz kilku brudnych koszy na śmieci i sterty starych gazet, w okolicy nie było kompletnie niczego. Uriel usiadł na moim ramieniu. - Co teraz?
- Nie czujesz? - Spytał chłopak, który patrzył w ciemną przestrzeń ulicy. - Tam jest jego siedziba. Schował swoją szablę i pobiegł w wybranym kierunku.
- Cholera… - Zaklęłam i zakładając kaptur peleryny spróbowałam go dogonić. Nie trwało to zbyt długo. Gdy tylko znaleźliśmy się przy końcu uliczki, Josh przystanął i nerwowo spojrzał w górę.
Księżyc rozświetlał bladym blaskiem nocne, pochmurne niebo, jednak powoli chował się w gęstych, kłębiastych chmurach. Zanosiło się na deszcz. Dopiero teraz poczułam przybycie prawdziwej jesieni. 
- Holie, odeślij Uriela. - Nagle przemówił. Spojrzałam na niego w wątpliwy sposób. Jak możemy pokonać czarnego egzorcystę bez naszych opiekunów? Przecież ponowne przywołanie aniołów będzie kosztować cenny czas, a w czasie walki każda sekunda jest na wagę złota. W ogóle nie mogłam pojąć jego decyzji.
- Dlaczego? - Zadałam pytanie spoglądając na siedzącego na moim ramieniu archanioła.
- Posłuchaj uważnie, wiem, że możesz mnie uważać za gbura, w sumie sam nie mam o tobie najlepszego zadania, ale jeśli nie chcesz spieprzyć tej misji, wykonuj moje polecenia. - Powiedział spokojnym, stanowczym tonem. Było w nim coś wyjątkowego, coś co budziło respekt. Jego sylwetka delikatnie wyróżniała się w tle bladego światła księżyca. Jego długie włosy opadały mu na twarz i ramiona. Podłużny płaszcz zakrywał szablę i plecak. Rozglądnęłam się i spostrzegłam, że nie ma z nami Kamaela. 
- Nie rozkazuj mi! - Krzyknęłam. - Dlaczego mam wykonywać twoje polecenia? 
- Posłuchaj, jak zaczęliśmy biec Kamael wyczuł obecność czarnego promienia, sama rozumiesz, że heretyk jest blisko. Nie wiemy kto jest jego opiekunem i jakie są jego zdolności. Istnieje szansa, że jeśli wyczuje obecność naszych aniołów, ucieknie. Musimy wykorzystać element zaskoczenia. - Bardzo dobrze to rozumiałam, jednak obawiałam się, czy w wypadku walki nie będziemy żałować tego wyboru. Natłok myśli nie pozwalał mi racjonalnie myśleć. Uriel wyczuł moje wahanie i oparł dłoń na moim policzku.
- Holie, nie lękaj się. Nigdy! - Usłyszałam znajomy dźwięk.
- Dobrze. - Skinęłam głową. Podniosłam rękę i lekko ją obróciłam. Spojrzałam w stronę blado pomarańczowej poświaty, unoszącej się tuż nad moją wyciągniętą głową i cichutko wymamrotałam „Paradisi ignis in domum tuam”*. Po chwili światło zniknęło, niewielkie drobinki popiołu opadły na ziemię. Opuściłam rękę i spojrzałam na towarzysza. - Co teraz?
- Na końcu tej drogi jest stara fabryka. Według Kamaela, tam znajduje się czarny promień. - Chłopak odgarnął włosy z twarzy.
- Chodźmy. - Otrzepałam resztki popiołu z ramienia i poprawiłam pokrowiec na ramieniu. 
 Droga nie trwała zbyt długo. Josh zdecydował, że wejdźmy przez niewielki świetlik na dachu budynku dzięki czemu pozostaniemy niezauważeni. Chyba go nie doceniłam. Może jest gburowatym tyranem, ale zna się na swojej pracy. Fabryczny budynek był w opłakanym stanie. Puste wnętrze przerażało swoim ogromem. Przez duże szklane okna wpadało niewiele światła, idealna kryjówka dla czarnego. Eh, jak ja nie lubię takich miejsc! 
 Gdy ja starałam się wypatrzeć coś we wnętrzu ogromnej, blaszanej hali, chłopak starał się otworzyć klapę świetlika. 
- Pomóż mi. - Szepnął, szarpiąc się z włazem. Podeszłam bliżej i przyjrzałam się dokładnie. Klapa otworu przypięta była starym, zardzewiałym łańcuchem. Z cudem powstrzymałam śmiech. Pociągnęłam go za rękę i po chwili zamachnęłam się. Silne uderzenie mojego buta sprawiło, że łańcuch pękł z głośnym hukiem. Otworzyłam wejście i z uśmiechem na twarzy zaprosiłam go do środka. Spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem po czym cicho wyszeptał:
- Dziękuję... - Zdziwiłam się. On mi dziękuje? A to nowość. Doświadczyłam niezwykłego zaszczytu.
- Co powiedziałeś? Nie dosłyszałam. - Zaczęłam się droczyć.
- Nie każ mi tego powtarzać. Właź do środka! - Warknął. Szczerząc się wskoczyłam w mrok pustej, fabrycznej przestrzeni. Z cichym uderzeniem wylądowałam na stosie drewnianych skrzynek. Tuż za mną znalazł się Josh. Obłok kurzu wzbił się w powietrze. 
- Holie, bądź ostrożna. – Powiedział, po czym odsłonił pochwę szabli i wyciągnął broń. Również wyciągnęłam swój miecz. Tym razem Marie spisała się na medal, ostrze aż lśniło. Chłopak zeskoczył na betonową posadzkę i pomógł mi zejść. Wskazał gestem abyśmy zachowali ciszę.
Szłam tuż za nim. Gdy znaleźliśmy się przy jednej ze ścian, głośny śmiech rozerwał panującą ciszę. Josh nerwowo rozglądnął się, jednak panujący mrok nie pozwalał nam na dobre rozpoznanie sytuacji. Nagle wielkie reflektory znajdujące się pod wysokim sufitem budynku rozbłysnęły rażącym, białym światłem. Przez chwilę kompletnie nic nie widziałam. Co się dzieje? Gdy moje oczy przywykły do ostrego światła, zauważyłam niewielką sylwetkę stojącą na jednym z rusztowań. Znowu rozbrzmiał śmiech. Josh spojrzał nerwowo w moim kierunku i popchnął mnie. Upadłam na betonową podłogę. Po chwili promień czarnej energii uderzył w szklaną szybę, niszcząc ją na tysiące drobnych kawałeczków. Błyszczący pył szkła opadł na mnie i leżącego chłopaka. Postać zniknęła i po chwili zauważyłam ją stąpającą powoli w naszym kierunku. Całe ciało zakrywała jej długa, ciemna peleryna z kapturem. Twarz zasłoniętą miała przez szpetną, metalową maską. Nad jej głową unosił się obłok czarno-granatowego światła.
- Witajcie egzorcyści! - Przemówiła. - Jestem Lewiatan, piąty Król Piekieł. Książę demonów, lord podziemi. Jestem tym, który was zniszczy! - Podniósł rękę i ponownie wystrzelił czarny promień w naszą stronę. Oszołomiona, nie byłam w stanie wykonać uniku.
- Kamael! - Usłyszałam głos partnera. Chłopak ruszył do przodu i wyskakując w powietrze, zaatakował czarnego egzorcystę. Atak nie okazał się zbyt celny, jednak dzięki niemu miałam czas aby się ukryć. Starałam się przywołać Uriela. Jeden silny cios sprawił, że maska czarnego pękła. Niewielka stróżka krwi spłynęła po twarzy przeciwnika. Przystanął i odsłonił kaptur. Moim oczom ukazała się delikatna, żeńska twarz. Duże niebieskie oczy przepełnione były nienawiścią i nadawały jej groźny wygląd. Mlecznobiała skóra kontrastowała z jej długimi, czarnymi włosami. Czerwony płyn z jej czoła dotarł do kącika jej ust, po czym zaśmiała się i oblizała go. W tym samym momencie udało mi się przywołać Uriela. Poczułam jak otacza mnie przyjemne ciepło. Podbiegłam do walczącego Josha.
- Wszystko w porządku? - Zadałam pytanie patrząc na jego zranione ramię. Oberwał, gdy osłonił mnie ostatnim razem. Skinął tylko głową. 
- Skoro już się znamy przejdźmy od razu do dania głównego! - Powiedziała melodyjnym głosem heretyczka. Z jej długich rękawów wyłoniły się dwie, zgrabne dłonie. Zaśmiała się i spojrzała na unoszący się nad nią obłok. Po chwili na jej dłoniach pojawiły się duże, metalowe rękawice zakończone ostrymi szponami. Dziewczyna zaczęła unosić się w powietrzu. Jej ogromne, ciemne oczy straciły cały blask. Wyglądała, jakby była w transie. Po chwili szybkim ruchem znalazła się tuż obok Josha. Chłopak nie zdążył wykonać uniku i metalowe szpony zatopiły się w jego splocie słonecznym. Upadł na kolana i splunął krwią. Lewiatan wyrwała swoją broń z jego ciała i ciągle unosząc się nad ziemią kopnęła go w twarz. Przeleciał około cztery metry, po czym z głośnym hukiem przebił się przez szklaną szybę i wypadł na zewnątrz fabryki. Zamarłam. Poczułam silny ucisk w brzuch. Nerwy nie pozwalały mi się skupić na walce. Łzy napłynęły mi do oczu. Co się dzieje? Jak to możliwie? Uniosłam miecz i trzymałam go w pozycji obronnej. Niebieskooka oblizała krew egzorcysty ze swoich szponów i powoli zaczęła lewitować w moją stronę. Melodyjny głos mieszał się z jej szaleńczym śmiechem.
- Biedna, mała, samotna Holie... - Powtarzała. - Taka zagubiona, taka niewinna... - Była coraz bliżej. Powoli zaczęłam się wycofywać, ciągle trzymając miecz w górze. Poczułam dotyk metalowej ściany na swych plecach. Cholera! Co teraz? Panika, strach... Byłam w pułapce. Czarna zawirowała w powietrzu i szybkim ruchem zaatakowała mnie. W ostatniej chwili zdołałam wykonać unik. Jej silny cios trafił prosto w żelazobetonową ścianę, tworząc ogromną dziurę. Kawałki betonu opadły na ziemię. - Holie, Holie, Holie... - powtarzała moje imię. 
- Skąd wiesz jak się nazywam?! - Wrzasnęłam podnosząc się z ziemi. Byłam w odległości około ośmiu metrów od mojej przeciwniczki.
- Pamiętasz wypadek sprzed dziesięciu lat? - zadała pytanie spoglądając na mnie z dziwnego kąta. Ciągle unosiła się w powietrzu. - Myślisz, że śmierć twojej rodziny to tylko wypadek?
- Co wiesz o mojej rodzinie?! - Krzyknęłam. Uriel usiadł na moim ramieniu. „Holie uspokój się” - usłyszałam jego głos. W tej samej chwili poczułam mocny uścisk na moim ramieniu. Lewiatan położyła głowę na moim barku  i cicho wyszeptała:
- To ja... - Niewiele myśląc zamachnęłam się i wykonałam mocne cięcie. Dziewczyna ponownie zniknęła. „Holie zachowaj czujność!”- Powtarzał archanioł. Nagle usłyszałam głuchy świst metalu. Odskoczyłam. Czarnowłosa uderzyła silnym ciosem w podłogę. 
- Zdradzić ci sekret? - zapytała wyciągając swoje szpony z powstałej dziury. - Moim żywiołem jest ciemność. - Wyszeptała i mocnym ciosem trafiła moje plecy. Poczułam silny ból. Krew zaczęła opadać z głuchym echem na podłogę. Krzyknęłam i pod wpływem uderzenia upadłam. Lewiatan unosiła się tuż nade mną. Po chwili usiadła na moim brzuchu i złapała moją głowę w swoje wielkie, metalowe szpony. Ostre zakończenia broni raniły moją twarz. - Taka słaba, taka brudna... – Powtórzyła, po czym mocnym pchnięciem uderzyła moją głową o twardy beton. Zobaczyłam jasne światło i zaczęłam tracić świadomość. Ostatkiem sił spostrzegłam, że niebieskooka wzniosła się w powietrze i w triumfalnym geście podniosła swoje ręce. Po chwili usłyszałam głośny grzmot. Wszystkie szyby w pomieszczeniu wypadły z futryn i tworząc przezroczysty pył zaczęły opadać w dół mieszając się z kroplami jesiennego deszczu. Potem była już tylko ciemność...

*
Paradisi ignis in domum tuam - Rajski ogień jest twoim domem
~*~
Witam serdecznie! To już trzeci rozdział opowiadania i w końcu akcja nabrała tępa. Mam nadzieję, że lektura była przyjemna. Bardzo chciałbym podziękować Oli, która dzielnie walczy z korektą tego opowiadania i poświęca swój wolny czas. Dzięki niej rozdziały ukazują się w bardziej lub mniej regularnych terminach. Dziękuję również wszystkim, którzy przez te kilka tygodni dali mi motywację do pisania oraz za wszelkie teksty, piosenki, filmy, które były niezwykle inspirujące. Co do inspiracji to pewnie część z Was zauważyła, że historia jest podobna do mangi pt. 'D.Grey-man', otóż słusznie ponieważ jest ona w pewnym sensie na niej oparta. Egzorcyści, walka z demonami, tajna organizacja... Staram się jednak aby to nie był typowy fanfic. Mam nadzieję, że pomimo tego fani serii 'D.Grey-Man' nie są rozczarowani i nie mają mi tego za złe. To chyba wszystko na dzisiaj. Do następnego razu, pozdrawiam. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szkielet Smoka Panda Graphics