09.06.2014

16. The best proof of love is trust.

Moje dłonie Cię szukają,
Moje ramiona są wyciągnięte ku Tobie,
Czuję Cię na koniuszkach moich palców,
Mój język za wargami tańczy dla Ciebie.
Ten ogień wzrasta we mnie
Płonąc, nie jestem przyzwyczajona do twojego widoku
Żyję, Żyję!
-
Flyleaf - All Around Me

~*~

 Chwilę siedziałam w milczeniu opierając się o ramię mojego opiekuna. W końcu ciszę przerwał jego mocny głos.- Holie, czy nie obiecaliśmy sobie zawsze być ze sobą szczerymi? - Moje serce ponownie zabiło mocniej. Czyżby się domyślił, że coś przed nim ukrywam? Przecież to nie tak, że robię to specjalnie, to był tylko sen, na pewno nie jest to aż tak istotne! W głowie układałam wymówki, jednak żadna sensowna odpowiedź nie przychodziła mi na myśl. Wzięłam głęboki oddech.
- Jest coś, co dręczy mnie od czasu ostatniego wypadku... - Wypowiedziałam prawie nie otwierając ust. Uriel spojrzał na mnie badawczym wzrokiem. 
- Powiedz mi o wszystkim, może to nic groźnego, ale chcę być pewien. - Podkuliłam nogi i oparłam brodę na kolanach. Włosy zasłoniły mi twarz. 
- Wszystko zaczęło się podczas pobytu w Portland. - Zrobiłam przerwę i podniosłam wzrok na anioła. - Od tamtego momentu dręczą mnie koszmary. – Uśmiechnęłam się, próbując powstrzymać łzy.
- Czy to dlatego spytałaś o wizje? - Kiwnęłam głową. - Opowiedz mi więcej.
- Nie, to tylko kilka koszmarów. Nie warto zaprzątać sobie głowy taką głupotą... 
- Nie uważam tego za głupotę. To może być coś ważnego, Holie! 
- Już dobrze. - Podparłam się dłońmi i odchyliłam głowę do tyłu. - W każdym ze snów jestem w otoczeniu tej dziwnej, czarnej substancji. Za każdym razem pojawia się Lewiatan i ostrzega mnie przed tobą. Ostatecznie tonę w odmętach mazi. To wszystko jest takie realistyczne. Najgorsze jest to, że ostatniej nocy widziałam wszystkich przyjaciół i ciebie martwych. Zupełnie tak, jakbyście zginęli w czasie walki. Czy to normalne? - Spojrzałam mu w oczy. Anioł wstał i nachylił się nade mną. 
- Nie, z całą pewnością to nie jest normalne. Prawdopodobnie Lewiatan wykorzystuje twoje sny aby zniszczyć twoją siłę woli. Holie, jeśli to będzie trwać dalej, z całą pewnością umrzesz. Nie pozwolę na to! - Uklęknął. - Połóż się. - Wykonałam jego polecenie. - Podczas ostatniej walki zostałaś ranna, prawda? - Spytał.
- Tak, ale to tylko niegroźne oparzenie... Zresztą zostało już wyleczone, a Liv nie wyczuła żadnego zaklęcia. - Podniosłam rękę i dotknęłam jego twarzy. 
- Mogę zobaczyć twoją nogę? - Spytał, jego oczy lśniły jasnym płomieniem. 
- Oczywiście, ale oprócz małej blizny nic tam nie ma. - Podwinęłam nogawkę szortów. - Widzisz? Mówiłam ci. 
- Ciii... - Ułożył moją głowę na ziemi, a ręce wzdłuż ciała. Poczułam jego dotyk na udzie. - Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka wszystko w porządku. - Przesunął dłonią bo lekko różowym punkcie na skórze. - Może troszkę zapiec... - Otworzyłam szeroko oczy. Uriel pochylał się nade mną z rozłożonymi skrzydłami. Wokół jego wyciągniętej dłoni krążyły maleńkie iskierki, które łączyły się w niewielki płomień w wewnętrznej części jego dłoni. Anioł uformował niewielką kulkę ognia i przyłożył do mojej nogi. Poczułam silny, piekący ból. Jęknęłam zagryzając wargę. 
- Proszę, wytrzymaj. - Jego oczy zaczęły błyszczeć jeszcze intensywniejszym światłem. Iskierki zaczęły wirować w gwałtowny sposób. Ból stał się nie do wytrzymania. Serce biło mi jak oszalałe, czułam okropne pieczenie, do oczu napłynęły mi łzy. Jeszcze mocniej zagryzłam wargę. Po kilkunastu minutach odsunął swoją dłoń i oparł ją na moim czole. - Już po wszystkim. - Delikatnie uniósł moją głowę. Szybko podniosłam się do siadu. 
- Dlaczego? - Spojrzałam na udo. Pomimo tego, że czułam dotyk płomieni, nie miałam śladu poparzenia. - Co właściwie zrobiłeś?
- Zobacz. - W jego dłoni unosiło się niewielka, czarna kula, zakończona kolcem.
- Co to do cholery jest? - Spytałam, ocierając oczy w rękawy bluzy.
- Zarodek. - Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. - Wybacz mi. Myślałem, że był tylko jeden, jednak ten zakorzenił się znacznie głębiej. Przeze mnie cierpiałaś. Holie, przepraszam! - Po jego policzku spłynęła złota łza. Uniosłam rękę i otarłam ją. Złapałam go za ramiona i podniosłam się, podkulając pod siebie nogi. Oparłam głowę na jego czole i uśmiechnęłam się.
- Nie musisz przepraszać. Złapałam to przez moją głupotę, dziękuję. - Chwyciłam kulę w dłoń. - Nawet jeśli to coś dalej tkwiłoby we mnie to nigdy nie zrezygnowałabym z naszego kontraktu, nawet jeśli nie mogłabym już nigdy zasnąć. - Głośno się roześmiałam. Pod nami pojawił się magiczny krąg. Pięcioramienna gwiazda lśniła w jego środku pomarańczowym blaskiem. Zacisnęłam zarodek w dłoni. Po chwili cała pięść znalazła się w ogniu. Usłyszałam cichy świst. - Już po wszystkim. - Otworzyłam dłoń. Między palcami zaczął przesuwać się czarno-szary popiół. Gdy ostatnie ziarenko dotknęło ziemi, krąg zniknął. 
- Tak, w końcu jesteś bezpieczna. - Uśmiechnął się. - To koniec, Holie! Udało nam się wygrać i tym razem. - Zatrzepotał skrzydłami. Kilka białych piór zaczęło krążyć wokół nas.
- Razem damy radę pokonać wszystkie przeciwności. - Włożyłam rękę w jego włosy. Ich intensywny, karmelowy kolor błyszczał w promieniach słońca. - Nikt nie jest w stanie zatrzymać ognia. - Uśmiechnęłam się i mocno go przytuliłam. 
 Dochodziła siedemnasta, gdy opuściłam ogród. Czułam się świetnie. Nareszcie uczucie strachu zniknęło. Cieszyłam się, że w końcu wyjaśniłam wszystko z Urielem. Teraz byłam pewna, że Lewiatan nie jest aż tak silna. Wszystkie te wizje były jej chorą iluzją. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego tak usilnie starała się na mnie wpłynąć? Uciekając do manipulacji chciała się mnie pozbyć. Przez jej sztuczki prawie postradałam zmysły. Nie wybaczę jej tego. 
Szłam wzdłuż korytarza. Niewielki tłok zaczął zbierać się w okolicy stołówki, jednak na drzwiach ciągle wisiała ta sama kartka. Coś tutaj nie pasowało. Odkąd pamiętam, pomimo awarii, stołówka zawsze pracowała. Pod wpływem tej myśli przypomniałam sobie wczorajsze słowa Shoueia. Podeszłam do tłumu. Pośród zebranych osób dostrzegłam Lenę. Egzorcystka również mnie zauważyła i przepychając się pomiędzy oczekującymi, zbliżyła się.
- Hej, Holie! - Chwyciła mnie za rękę. - Świetnie wyglądasz! - Uśmiechnęła się. Złapałam kosmyk włosów i zaczęłam owijać go wokół palca.
- Dziękuję. Możesz mi wytłumaczyć co się tutaj dzieje? 
- A no tak, za chwile zaczyna się przyjęcie... Cholera! - Zaklęła. - Miałam ci nic nie mówić! - Brunetka zakryła twarz dłońmi i zaczęła cicho przeklinać. 
- Ha! Wiedziałam! - Krzyknęłam przyciągając uwagę pozostałych. - Czyli muszę się stąd ewakuować. - Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu najmniej zatłoczonego przejścia.
- O nie! Nigdzie nie idziesz! - Lena złapała mnie za rękaw bluzy i lekko pociągnęła. - Zostajesz tutaj! - Gdy tylko skończyła mówić drzwi stołówki otworzyły się. Powolnym krokiem zaczęliśmy wchodzić do środka.
 Wnętrze udekorowane było licznymi serpentynami i balonami. Kolorowe światła nadawały bardzo przyjemnej atmosfery. Spostrzegłam Liv i Shoueia, którzy stali w towarzystwie Kardynała i Arianny. Wyglądali na szczęśliwych. W końcu wszystko zaczęło przybierać właściwy obrót. Wszelkie problemy powoli odchodziły w niepamięć. Gdy większość egzorcystów znalazła się w środku, Kardynał podszedł do przygotowanego mikrofonu stojącego na podwyższonej platformie. Odkaszlnął lekko i podniósł rękę zwracając uwagę zebranych.
- Proszę wszystkich o ciszę. - Mężczyzna uśmiechnął się ciepło. W końcu przypominał człowieka, którego pamiętałam. Wydawał się być w pełni zdrów, całkowicie różnił się od starca, którego zobaczyłam po przyjeździe z Portland. Wziął głęboki oddech i niemal melodyjnym głosem przemówił. 
- Ostatnie tygodnie przyniosły nam wiele zmartwień. Dla niektórych były wypełnione przerażeniem i strachem. Wiem, że nasza praca jest nieustannie związana ze śmiercią, dlatego chcę, aby każdy dobrze bawił się dzisiejszego wieczoru. Pamiętajmy również o wszystkich tych, którzy przebywają poza kościołem ryzykując swoim życiem. Niech bogowie mają ich w swojej opiece! A tymczasem powitajmy z powrotem nasze dwie członkinie, Ariannę i Holie, które bezpiecznie powróciły! - Arianna poprawiła swoje okulary i stanęła w pobliżu Shoueia jak zawsze z poważną miną. Uśmiechnęłam się nie zwracając uwagi na spojrzenia stojących obok mnie osób. 
- To wszystko, co mam do przekazania, niech ta noc będzie wyjątkowa dla was wszystkich! Bawcie się dobrze. - Starzec zakończył swoją przemowę i odszedł od mikrofonu. Wraz z jego odejściem wielkie pomieszczenie zalała fala głośnej muzyki. 
 Kilkanaście minut później zabawa zaczęła się rozkręcać. Mijałam wirujące pary oraz egzorcystów, którzy już zdążyli za dużo wypić. Wesołe śmiechy, głośnie rozmowy, szczęśliwe twarze przyjaciół... Wszystko to sprawiało, że czułam się cudownie. Pierwszy raz od dawna nie odczuwałam żadnych negatywnych emocji. Czyżbym zaczęła wychodzić na prostą? Niemal wszystkie problemy zostały rozwiązane, tego było mi trzeba. Nareszcie poczułam, że jestem we właściwym miejscu. Przy jednej ze ścian dostrzegłam Josha. Chłopak stał w milczeniu i bacznie obserwował zebranych na sali. Przeciskając się pomiędzy rozbawionymi ludźmi podeszłam do niego i objęłam go.
- Witaj. - Stanęłam na palcach i pocałowałam go. Chłopak odwzajemnił uścisk i mocniej mnie przytulił.
- Tęskniłem za tobą. - Przeczesał moje włosy palcami. 
- Przepraszam, że cię zmartwiłam. - Uśmiechnęłam się i stanęłam obok niego.
- Nie masz za co przepraszać, cieszę się, że nic ci nie jest. Czy z Urielem wszystko w porządku? Chyba powinienem go przeprosić... 
- W jak najlepszym. Wiem, że zrobiłeś to z troski o mnie. Po prostu o tym zapomnijmy. Zatańczymy? - spytałam. Chłopak spojrzał na mnie.
- Z chęcią. - Objął mnie w biodrach i zaczął delikatnie prowadzić. Pomimo szybkiej muzyki tańczyliśmy bardzo powoli przytulając się do siebie. 
- Może pójdziemy w mniej tłoczne miejsce? - Wyszeptał. Poczułam jak przyspiesza mi serce. Jeszcze mocniej się w niego wtuliłam.
- Poczekajmy do końca tej piosenki. - Odpowiedziałam. - Nawet nie wiesz, jak bardzo czekałam na nasz pierwszy taniec. - Nie odpowiedział. Dalej prowadził mnie w powolnym pląsie, wciąż delikatnie przytulając. Czułam się niezwykle. Oprócz nas nie istniała żadna inna para. Widziałam tylko jego, reszta osób była jakby zamazana. Światła wirowały po parkiecie, nie słyszałam muzyki, zresztą nie była ona ważna. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. 
 Piosenka skończyła się niespodziewanie szybo, nie zauważyłam nawet, gdy inni przestali już tańczyć, dalej wirowałam w uściskach Josha. Czułam się tak bezpiecznie w jego ramionach. Chyba... Chyba się zakochałam- powtarzałam w myślach. To było piękne uczucie. Moje dłonie błądziły po jego ramionach, patrzyłam mu głęboko w oczy. 
- Więc gdzie chcesz mnie zabrać? - Uśmiechnęłam się, ciągle się kręcąc.
- Chodź za mną. - Odsunął się i złapał moją dłoń. Delikatnie pociągnął mnie za sobą. Nie broniłam się. Pozwoliłam by wypełniły mnie uczucia. Po raz pierwszy podążałam za swoim sercem.
 Po kilkunastu minutach spokojnego spaceru znaleźliśmy się przy drzwiach prowadzących na taras obok wielkiej sali. 
- Włóż to. - Chłopak podał mi swoją bluzę, pozostając w podkoszulku na ramiączkach.
- A ty? Przecież tam jest z minus piętnaście stopni! - Krzyknęłam. Josh spojrzał na mnie niezwykle przyjaznym spojrzeniem. 
- Nic mi nie będzie. Gotowa? - Zapytał. Kiwnęłam głową. Zielonowłosy pociągnął za klamkę i otworzył drzwi. - Zamknij oczy. - Wykonałam jego polecenie. Poczułam jak łapie mnie za dłoń i prowadzi przed siebie. - Otwórz oczy. - Powiedział po chwili. 
 Na białej barierce płonęło kilkanaście świec, których płomyki wirowały na wietrze. Chłopak puścił moją dłoń i zbliżył się. Dotknął mojego czoła swoim i cicho zaczął mówić. 
- Holie, wiem, że niczego sobie nie obiecywaliśmy - splótł nasze palce w uścisku. - Ale... To chyba dobry moment. - Uklęknął. - Holie, czy zostaniesz moją dziewczyną? - Otworzyłam szeroko oczy i patrzyłam na niego z lekkim zdziwieniem. Bez namysłu rzuciłam:
- Tak. - Upadłam na kolana i objęłam go. - Tak! - Powtórzyłam, do oczu napłynęły mi łzy. To najpiękniejszy dzień w moim życiu! 
 Po chwili Josh pomógł mi wstać. Dalej staliśmy wpatrując się w siebie. 
- Naprawdę cię kocham. - Złapał mnie za brodę i mocno przyciągnął. Zaczął mnie całować, jednak inaczej niż do tej pory. Był bardziej namiętny, bardziej stanowczy. Czułam się przy nim tak cudownie. Jeżeli tak ma wyglądać nasz związek, to niech on trwa jak najdłużej! Gdy zaczął odrywać swoje usta, gestem zmusiłam go aby został bliżej i równie namiętnie go całowałam. 
- Obiecuję, że postaram się tego nie zepsuć. - Powiedziałam. - Nie chcę, by to się skończyło. 
- Ja również. - Uśmiechnął się. Jego mocne rysy nadawały mu groźny, aczkolwiek pociągający wygląd. Objęłam go i oparłam głowę na jego ramieniu. W ciszy spoglądałam w ciemność zza białej barierki otaczającej taras. Nagle dostrzegłam kilkanaście par świecących żółtych plam, które zbliżały się w stronę ośrodka. Szybko odwróciłam się i wskazałam je chłopakowi. 
- Co to jest?! - Wrzasnęłam. Josh zmarszczył czoło.
- Cholera, mamy kłopoty! - Krzyknął. Szybko złapał mnie za dłoń i mocnym szarpnięciem pociągnął mnie za sobą. Biegiem wróciliśmy do środka. Przystanął przy drzwiach i przyłożył dłoń do klamki. Po chwili całe drzwi pokryła gruba warstwa lodu - To da nam trochę czasu, musimy ostrzec wszystkich. - Ponownie chwycił moją rękę.
- Co się dzieje?! - Spytałam przerażonym głosem. Biegliśmy w kierunku stołówki.
- Na pewno nic dobrego. - Odpowiedział pospiesznie z ledwo wyczuwalnym strachem.
 Na stołówce dalej bawiła się niczego nie świadoma grupa osób. Wielu z egzorcystów tańczyło i wesoło się śmiało. Nikt nie zdawał sobie sprawy z grożącego nam niebezpieczeństwa.
- Musimy znaleźć Liv i Shoueia! - Krzyknęłam zatrzymując się. 
- Wiem o tym. - Odpowiedział chłodnym głosem. Nagle dostrzegłam Lenę. Puściłam dłoń Josha i podbiegłam do niej. Łapiąc oddech wydusiłam z siebie pytanie:
- Widziałaś gdzieś Liv, albo Josha? - Wzięłam kilka głębokich oddechów. Dziewczyna kiwnęła radośnie głową. 
- Tak, są tam. - Wskazała dłonią jeden z długi stołów z jedzeniem w drugim kącie sali. - Coś się stało? - Spytała ruszając głową w tak muzyki.
- Nie wiem, ale nie jest bezpiecznie. Przygotuj się na najgorsze. - Pospiesznie odpowiedziałam i wróciłam do Josha. Brunetka ruszyła za mną.
- Co się dzieje? - Dopytywała zdziwiona. Marszowym krokiem szliśmy w kierunku stołu. Nikt nie odpowiedział na jej pytanie.
 Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Japończyk spojrzał na nas zdziwionym wzrokiem.
- Czy coś się stało? - Przemówił z zabawnym akcentem. Josh wyszedł na przód i stanął na przeciwko niego.
- Strzygi. Na zewnątrz Holie zauważyła kilkanaście, ale jeśli tu są to znaczy, że przyszli oddać nam za Ariannę. - Szybko opisał sytuację. Zebrani w pobliżu egzorcyści przystanęli wokół nas. Azjata szybko spoważniał i wstał od stołu. 
- Musimy przygotować się do obrony. Każcie wszystkim zdolnym do walki zebrać się na korytarzu. Liv, zbierz pracowników i tych, którzy przesadzili z alkoholem w ogrodzie. - Wydał rozkaz. Dziewczyna kiwnęła głową. - Ja zajmę się resztą. - Odszedł znikając wśród bawiących się osób. Liv ukłoniła się i również oddaliła się.
- Szybko! - Krzyknął Josh. Lena stała z boku i przyglądała się całemu zamieszaniu. 
- To chore, przecież nie mogli nas tak po prostu znaleźć! - Wykrzyczała po chwili. - Nie wierzę wam! - Chłopak podszedł bliżej niej i mocno uderzył ją w twarz.
- Opanuj się, to nie czas na żarty! - Krzyknął. Dziewczyna potarła czerwone miejsce na policzku i szybko umilkła. Przeraziłam się. Zbliżyłam się i złapałam ją za dłoń. 
- Zostańcie tutaj. - Powiedział stanowczym tonem, po czym poszedł w stronę mikrofonu. Gdy tylko znalazł się na podeście muzyka ustała, a światło wróciło do normalnego stanu. Wszyscy zgromadzeni zatrzymali się, rozniosła się ogromna fala krzyków. 
- Cisza! - Ryknął. - Jesteśmy atakowani. Każdy, kto może walczyć niech zbierze się na korytarzu, pozostali mają spotkać się w ogrodzie z Liv. - Głośno oświadczył zebranym egzorcystom. Po chwili w wysokich szybach stołówki dostrzegliśmy kolejne płonące, żółte pary oczu. 
 Większość egzorcystów szybko zaczęła kierować się w stronę ogrodu, nieliczni zostawali na sali i nie mogli uwierzyć w zaistniałą sytuację. Kilkanaście minut później stołówka była niemal pusta, na korytarzu zebrała się grupa zdolnych do walki osób. Zielonowłosy egzorcysta wrócił do nas.
- Idziemy. - Oznajmił. Lena spiorunowała go spojrzeniem. Złapałam ją za dłoń. 
- To nie czas na obrażanie się. - Powiedziałam i pociągnęłam. Gdy Josh oddalił się na tyle, żeby nie mógł nas usłyszeć zrównałam z nią kroku. - Przepraszam za niego. - Dziewczyna nie odpowiedziała, z poważną miną szła dalej przed siebie. Przystanęłam na moment. Cholera, a było już tak dobrze! 
 Po chwili dołączyłam do szeregu egzorcystów. Ze znajomych twarzy dostrzegłam tylko Lenę, Artura i Patricka. Łącznie nasza grupa liczyła zaledwie piętnaście osób. Na czele stał Josh w towarzystwie Shoueia. Japończyk z poważnym wyrazem twarzy, głośnym chrząknięciem przerwał pomrukiwania. 
- Przygotujmy się nawet na największe niebezpieczeństwo. Musimy bronić tych, którzy nie są w stanie walczyć. Najważniejsze to nie dopuścić wroga do ogrodu. Pamiętajcie- nie okazujcie litości. Pomimo, że strzygi wyglądają jak śmiertelnicy i kiedyś nimi były, są teraz jedynie demonami i musimy się ich pozbyć. Niech każdy teraz przyzwie swojego opiekuna. Wielka sala jest już pewnie wypełniona przez potwory, dlatego Marie przyzwała waszą broń za pomocą magii. Wszystkie znajdują się tutaj. - Wskazał dłonią na wielką, drewnianą skrzynię. - Dajmy z siebie wszystko i pokażmy tym kretynom, co to znaczy zadzierać z egzorcystami! Niech bogowie będą z wami! - Wykrzyczał, zagrzewając zebranych do walki. 
 Wzięłam głęboki oddech i wyciągnęłam przed siebie dłonie. Wokół mnie pojawiły się niewielkie iskierki, a po chwili na moim ramieniu siedział już Uriel w formie duszka. Pozostali egzorcyści również zakończyli swoje przygotowania. Chwyciłam za pokrowiec Kuronohany i oddaliłam się od tłumu.
- Holie, co się dzieje? - Ciszę przerwał Uriel. 
- Podobno ktoś nas atakuje. - Odpowiedziałam. Odwróciłam się w stronę pozostałych. W towarzystwie Leny uzbrojonej w jej duży, dwuręczny młot stał Patrick i Artur ze swoim świętym mieczem. Pozostali również byli gotowi do walki. Ponownie wzięłam głęboki oddech i ze spokojem wyszeptałam: - A twierdziłam, że to najszczęśliwszy dzień mojego życia... - Shouei ponownie zabrał głos.
- Skoro wszyscy są gotowi, to ruszamy. Jesteśmy otoczeni więc każdy rusza w pojedynkę do innej części ośrodka. Jeśli będziecie w niebezpieczeństwie szybko kierujcie się do ogrodu, tam czeka Liv z kilkoma innymi egzorcystami. - Na dźwięk imienia blondynki egzorcyści zaczęli szeptać między sobą. Nie zrozumiałam zbyt wiele, ale wychwyciłam słowa "boska czarodziejka". Więc jej sława jest większa, niż sława pierwszego egzorcysty w hierarchii? Ciekawe jak silna jest ta dziewczyna... 
- Starajcie się nie łączyć w grupy, aby w jak najmniejszym stopniu zwracać na siebie uwagę. To wszystko, rozejść się! - Wydał rozkaz. Zacisnęłam pięść na pokrowcu miecza. 
- Urielu, czas rozprostować kości. - Zmarszczyłam czoło. Anioł zatrzepotał skrzydełkami.
- Nikt nie jest w stanie nas pokonać. - Oznajmił. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie...

~*~

 Cześć Wszystkimi! Z drobnym opóźnieniem, ale rozdział w końcu się pojawił. Jak wrażenia? Osobiście mam lekko mieszane uczucia co do całej sytuacji. Kolejny raz rozczarowałem się postacią Josha.. Zawsze gdy zaczynam go lubić wypada sytuacja taka jak ta z Leną. No, ale to tylko moje zdanie, chociaż czasami chciałoby się go wysłać na jakąś długą, samotną misję...

 Co do bloga to pojawiło się nowe menu. Według mnie jest bardziej czytelne i nie zajmuję aż tyle miejsca. Muszę się przyznać, że pisanie kodów dało mi zajęcie na długie godziny, ale po wszystkich próbach w końcu jestem zadowolony z efektu. Wraz z nowym wyglądem pojawiło się kilka nowych zakładek. Szczególnie dumny jestem z 'Inspiracji'. W końcu mam miejsce gdzie mogę dodać wszystko to co było przydatne podczas pisania. Jeśli jeszcze nie widzieliście- serdecznie zapraszam.

 To chyba koniec na dzisiaj, premiera kolejnego rozdziału prawdopodobnie za tydzień, chociaż nie obiecuję- ostatnio wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie...
Pozdrawiam ;)
PS. Piosenka w dzisiejszym rozdziale już kiedyś była wykorzystana w moim pierwszym opowiadaniu. Ah, te wspomnienia.. 



2 komentarze:

  1. Super, nowe wątki zachęcają więc z niecierpliwością czekam na więcej. Co do Josha to polubiłam go już za pierwszym razem gdy się pojawił. Gratuluję pomysłów i życzę weny ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. No tak kolejne rozdziały.. Powiem tak- mam pomysły, nie mam siły przelać ich na papier.. Postać Josha jest bardzo dziwna, czasami lubię opisywać sceny z nim związane, a czasami mam ochotę uśmiercić go w kolejnym zdaniu.. :)

      Usuń

Szkielet Smoka Panda Graphics